MOJA HISTORIA

Poznaj swoją Zuzę
Mam 32 lata, troje dzieci i chyba najlepszy dowód na to, że czasami warto przestać słuchać tego, co „wypada”, a zacząć słuchać siebie.
Bo prawda jest taka, że od zawsze chciałam być fryzjerką.
Tylko przez wiele lat wstydziłam się tej myśli.
W mojej głowie fryzjerstwo było zawodem dla osób, które „nie mają co ze sobą zrobić”. Nie chciałam iść do zawodówki. Chciałam udowodnić sobie i innym, że stać mnie na coś więcej.
Poszłam więc do liceum. Zdałam maturę, a później studiowałam architekturę.
I wtedy życie zaczęło pisać własny scenariusz.
W międzyczasie zostałam mamą trójki dzieci, przeszłam przez rozwód, a gdzieś pomiędzy tym wszystkim zaczęłam robić znajomym makijaże, fryzury i paznokcie.
Najpierw w domu.
Później powstał mój pierwszy mały salon. A potem kolejny, większy.
I coraz częściej słyszałam:
„Zuzia, Ty powinnaś pomyśleć o tym na poważnie.”
Długo nie byłam pewna, czy naprawdę się do tego nadaję.
Poszłam więc na pierwsze szkolenia właściwie po to, żeby ktoś mi powiedział, że tak — masz do tego rękę.
I wtedy coś we mnie kliknęło.
Poczułam: to jest właśnie to.
Zrezygnowałam z architektury.
Zaczęłam od małego, zacisznego miejsca w domu. Robiłam makijaże, fryzury, a kiedy otworzyłam pierwszy salon — również paznokcie.
Nie miałam wtedy wielkiej marki, idealnego portfolio ani tysięcy obserwujących.
Miałam za to ogromną determinację.
Zaczynałam od modelek, często pracując za darmo. Szkolenie za szkoleniem — stacjonarnie i online. Tysiące godzin pracy. Setki, a później tysiące klientek. I cały czas nauka.
Bywało, że spałam po dwie godziny, żeby się wypromować, ogarnąć wszystko i następnego dnia znowu pracować.
Bywało ciężko.
Bywało, że płakałam.
Bywało, że pracowałam ponad własne siły.
Ale ani razu naprawdę nie pojawiła się myśl: „rzucam to”.
Wręcz przeciwnie.
Im trudniej było, tym bardziej chciałam sobie udowodnić, że dam radę.
Tym bardziej, że nie wszyscy wokół mnie chcieli mojego sukcesu.
I paradoksalnie właśnie to dawało mi jeszcze większego kopa.
A później wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałam.
Po latach pracy zaczęły pojawiać się osoby, które pytały:
„Zuzia, a nauczysz mnie?”
I wtedy zrozumiałam, że chcę przekazywać dalej to, czego sama nauczyłam się przez te wszystkie lata.
Zrobiłam szkoleniowca. Zaczęłam prowadzić szkolenia stacjonarne.
A dziś robię kolejny krok.
Stworzyłam własną platformę szkoleniową dla kobiet, które chciałyby uczyć się ode mnie, ale nie mają możliwości przyjechać do mnie osobiście.
Chciałam stworzyć miejsce, w którym wszystko będzie poukładane, dostępne i zawsze pod ręką.
Dlaczego właśnie fryzury?
Bo fryzury stały się moim konikiem.
Uwielbiam moment, kiedy patrzę na kobietę przed i po metamorfozie.
Ale chyba jeszcze bardziej kocham to, co dzieje się pomiędzy.
Rozmowy.
Zwierzenia.
Śmiech.
Łzy.
Historie, których czasami nie usłyszy od nich nikt inny.
Przez lata pracy niejednokrotnie miałam wrażenie, że jestem trochę fryzjerką, trochę makijażystką, a trochę… terapeutką.
I uwielbiam to.
Do dziś dostaję wiadomości:
„Zuza, jesteś cudowna.”
„Tak mnie zmotywowałaś, że zaczęłam ćwiczyć.”
Albo telefon od klientki:
„Zuzia, nie mogę teraz gadać, jestem na siłowni. To przez Ciebie!”
I wtedy wiem, że ta praca jest czymś znacznie większym niż wykonanie fryzury.
Nie zaczynałam od zera.
Zaczynałam od minusa.
Z trójką dzieci. Z rozwodem. Z ogromną ilością pracy i momentami, w których naprawdę nie wiedziałam, jak dam radę wszystko poukładać.
Nie miałam łatwej drogi.
Ale miałam determinację.
I krok po kroku zbudowałam miejsce, w którym jestem dzisiaj.
I nadal idę dalej.
Bo prawda jest taka, że Wy też mnie napędzacie.
To Wy dajecie mi powody, żeby wymyślać kolejne rzeczy, uczyć się dalej i stawiać sobie coraz większe cele.
Często słyszę od Was, że mnie kochacie.
I chcę, żebyście wiedziały jedno:
ja Was też kocham.
Wasza Zuza 
